Mat. promocyjny

Polski cement jest gotowy na wielkie inwestycje

Dodano:
Michał Głowacki, wiceprezes zarządu Holcim Polska Źródło: Wprost
Polski cement jest dziś znacznie mniej emisyjny niż jeszcze kilka lat temu, a udział paliw alternatywnych w jego produkcji sięga już 96 proc. Jak mówi Michał Głowacki, wiceprezes zarządu Holcim Polska, branża jest dziś gotowa na kolejne inwestycje, ale mierzy się z rosnącym importem i niewielkim udziałem zielonych zamówień publicznych.

Na zeszłorocznym Forum Ekonomicznym w Karpaczu wasza branża zastanawiała się, czy beton przetrwa dekarbonizację. Jakie wnioski możemy wyciągnąć po roku?

Możemy powiedzieć, że przetrwał i ma się dobrze. Rzeczywiście beton jest materiałem budowlanym, który – jeśli włożymy w jego produkcję odpowiednio dużo wysiłku i przeprowadzimy proces dekarbonizacji tak jak robimy to w Holcim Polska – daje ogromne możliwości rynkowe. Przede wszystkim jest trwały, a jednocześnie daje pełną możliwość cyrkularności. Z betonem pracujemy w obiegu zamkniętym. Po wyburzeniu budynku możemy go w 100 proc. wykorzystać do innych zastosowań.

Jak w takim razie pracujecie z betonem, żeby ta dekarbonizacja w ogóle zaszła?

Najistotniejsze jest to, że proces dekarbonizacji odbywa się na etapie produkcji cementu, który jest głównym składnikiem betonu. Beton sam w sobie nie jest produktem o wysokim śladzie węglowym. Chodzi przede wszystkim o cement, który zawiera. Dlatego przez ostatnich kilkanaście lat nasza branża, a także Holcim, bardzo mocno pracowaliśmy nad tym, żeby zdekarbonizować proces produkcji cementu do absolutnego minimum.

Możemy dziś powiedzieć, że wszystko, co robiliśmy przez ostatnie lata, przyniosło bardzo dobre efekty. Emisje procesowe w produkcji cementu zredukowaliśmy do poziomu, który jest obecnie możliwy. Korzystamy dziś przede wszystkim z paliw alternatywnych. Gdybyśmy pojechali dziś do cementowni w Małogoszczu, na wykresie pokazującym produkcję w piecu, zobaczylibyśmy prawdopodobnie 99 proc. wykorzystania paliw alternatywnych. Cały szereg działań sprawił, że cement jest dziś produktem mocno zdekarbonizowanym. Oczywiście poważne wyzwania inwestycyjne wciąż są przed nami.

Wspomniał pan o Małogoszczu i cemencie, który praktycznie został wytworzony bez udziału węgla. Kiedy tego typu produkcja stanie się standardem, a nie tylko eksperymentem?

To dziś nie jest eksperyment. To jest absolutny standard. Nasze cementownie są jednymi z najnowocześniejszych nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Możemy się tym poszczycić. Oczywiście jest to efekt tych wielkich inwestycji, o których już wcześniej wspominałem. To dziś jest absolutny standard. Nie jest to element polegający na włączeniu paliwa alternatywnego na chwilę. W cementowni w Małogoszczu jest to 99 proc., ale średnio również około 96 proc. w naszych cementowniach w Polsce.

To wskaźnik wykorzystania surowców alternatywnych. Czy fakt, że wasze cementy mają coraz niższy ślad węglowy, przekłada się na wygrywane przetargi publiczne?

To jest nadal ogromne wyzwanie. Rynek zielonych zamówień w Polsce stanowi absolutną mniejszość. To kilka procent rynku, głównie w obszarze, który jest certyfikowany poprzez takie systemy jak BREEAM. Są to często obiekty logistyczne. Bardzo często do tej pory widzieliśmy to także w obiektach biurowych, natomiast w budownictwie mieszkaniowym czy innych obiektach jest to praktycznie niespotykane.

A jak polski rynek wypada na tle innych krajów Unii Europejskiej? Czy tam zielony cement jest już standardem przy zamówieniach publicznych?

Może nie do końca lubimy mówić o „zielonym cemencie”, ale rzeczywiście chodzi o cement, który niesie za sobą niższe emisje. Widzimy już kraje, które poczyniły bardzo wiele wysiłków, żeby ograniczenie emisji podczas wznoszenia budynku czy też w całym cyklu jego życia było ważnym kryterium. Tak to już funkcjonuje. Widzimy takie przykłady we Francji, Hiszpanii, Szwecji czy we Włoszech. Tam dzieje się wiele, więc na pewno mamy skąd czerpać dobre wzorce. Myślę jednak, że z naszej strony również mamy dobre pomysły na to, w jaki sposób pójść dalej.

Rozumiem, że jako Polska musimy jeszcze trochę nadrobić, żeby dorównać tym krajom?

Oczywiście, szczególnie w kontekście zamówień publicznych. Nadal musimy pamiętać o tym, że obszar zamówień publicznych albo tych, które są bezpośrednio lub pośrednio regulowane przez państwo, stanowi bardzo dużą część naszego rynku.

Prognozy mówią o dużym wzroście rynku budowlanego, ale początek tego roku przyniósł wyraźne spadki. Jaka, pana zdaniem, czeka przyszłość branży w ciągu najbliższych miesięcy?

Zupełnie niedawno mieliśmy informację o tym, że Polska została zakwalifikowana jako gospodarka rozwinięta. Dziś tak naprawdę nie szukamy i absolutnie nie upatrujemy źródła wzrostu w zwiększaniu wolumenu na rynku czy w tym, że rynek będzie znacząco rósł. Oczywiście są różne prognozy, ale widzimy też, że proces inwestycyjny w dużych projektach nie idzie tak, jak powinien. Budownictwo mieszkaniowe również nie jest jakoś bardzo mocno rozkręcone. Rynek jest na stabilnym, dość wysokim poziomie i tak podchodzimy strategicznie do pracy na tym rynku oraz do generowania wzrostów. Na pewno nie będziemy bazować i nie chcemy bazować na wzroście liczby projektów albo wolumenu cementu. Produkcja cementu w Polsce spada już trzeci rok z rzędu, tymczasem import z zagranicy rośnie.

Czy unijne mechanizmy, które miały chronić rynek, w ogóle działają?

Ten rok jest pierwszym, w którym widzimy, że po wprowadzeniu CBAM być może nastąpi jakieś odwrócenie tego trendu. Nadal na pewno nie czujemy się bezpiecznie jako producenci krajowi, dlatego że istnieją ogromne rozbieżności i obciążenia związane z systemem ETS, które dotyczą nas jako producentów, a jednocześnie dają ogromne możliwości importerom. Widzimy co prawda, że wolumen importu spada, ale pojawiają się nowe kierunki, więc na pewno jesteśmy rynkiem interesującym dla importerów. Z naszej perspektywy bardzo istotne jest to, żeby regulacje powiązane z CBAM były przede wszystkim skuteczne. To znaczy, żeby kontrola na granicach była odpowiednia i żeby częstotliwość kontroli była na tyle duża, byśmy mieli pewność, że nie dochodzi do łamania przepisów.

Czego w takim razie potrzebuje branża w relacjach z importerami?

My tak naprawdę nie chcemy z nimi konkurować w tym sensie, trudno mówić tutaj o jakimś kontakcie. Z naszej perspektywy chcemy po prostu robić swoje. Mamy system ETS, uważamy, że dekarbonizacja jest absolutnie kierunkiem, w którym powinniśmy i chcemy się rozwijać. Nie chcemy się od tego odcinać ani wracać do starego.

Ale macie też apetyt na zagraniczne rynki?

Rynek cementu jest przede wszystkim rynkiem lokalnym. Tak naprawdę kluczowa, również z perspektywy państwa jako podmiotu regulującego, jest dbałość o rynek cementowy, bo daje ona bezpieczeństwo, również bezpieczeństwo strategiczne. Dziś mamy wyjątkowo niespokojny czas i nie możemy doprowadzić do tego, żeby przemysł cementowy w naszym kraju popadał w tarapaty.

Wspomniał pan o niepewnych czasach i inwestycjach w infrastrukturę. Przed polskim budownictwem jest ogromna fala inwestycji: drogi, koleje, CPK, inwestycje w obronność. Czy polscy producenci są w stanie ją obsłużyć bez problemu?

Na dziś nie widzimy żadnego zagrożenia, jeśli chodzi o obsłużenie tego poziomu inwestycji. Musimy też jasno powiedzieć, że ta fala jest raczej medialna niż rzeczywista. Nie widzimy w tej chwili jakiegoś znaczącego wzrostu. Oczywiście wiemy, że będą pojawiać się duże projekty, ale rzeczywiście to, co widzimy, to raczej wzrosty w jednych segmentach, które niwelują spadki w innych. Ten rynek jest dość stabilny. Jeśli będzie wzrost nawet kilkuprocentowy, a nawet 10–15 proc., bez problemu sobie z nim poradzimy.

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...